gallery/20160714_144251
gallery/zdjęcie0036
gallery/img_20170328_133744
gallery/wp_20170503_066

Teatr Wielki we Lwowie Sala Lustrzana

03.05.2017 r.

gallery/wp_20170503_067
gallery/wp_20170503_071

 

gallery/jarek
gallery/małpa
gallery/jarka reksio w wersji stricte świątecznej w oczekiwaniu na prezenty

Jarka Reksio w wersji stricte świątecznej 

w oczekiwaniu na prezenty.

gallery/marrakesz 18.12.2017
gallery/1
gallery/2
gallery/26654982_1640352576003442_1356545318_o

Drodzy, Mili,

Raz jeszcze, a i ostatni już, powrócę z tematem "Bezdomni". 

Bardzo nie lubię tego określenia, dlatego też odstępuję od jego używania. Odtąd, używać będę określenia "Moi podopieczni", brzmi to o wiele lepiej,
a i nie rozbudza zbędnych, a i urągającym ich godności skojarzeń.

Niestety, większość ludzi uważa takich za margines, zupełnie niepotrzebnie, a i jakże w ich przypadku krzywdząco.

I to wcale nie tak, choćby w przypadku Arka, Kasi i Piotra, bo i rożne sploty wydarzeń spowodowały to, że ich życie biegnie tak jak biegnie.
Przede wszystkim są ludźmi, a i nie mogą pozostać sami, bo i bezdomnego psa zabiera się z ulicy pod dach.
I właśnie temu, stawiam opór. Nie zgadzam się z tym, i to wcale nie tak ! Sprzeciwiam się temu w sposób iście stanowczy.
Temat mojej pomocy tym ludziom znika tu bezpowrotnie. 
To już moja ostatnia informacja w tymże temacie.
Wśród blisko dwudziestu e-maili wspierających, łącznie z pytaniem mnie o nr konta, otrzymałem kilka przykrych i niezrozumiałych e-maili.
Nawet nie próbuję ich zrozumieć, tak tekstu, jak i sensu czy podłoża. A i tym bardziej też ich autorów. Widać, to ich problem, i niech już tak im zostanie.
Moją jedyną reakcją na hejt, jest przemilczenie, bo i nie podejmuję się jałowego dialogu, bo i zapewne owoce byłyby z niego żadne.

Słowem: zostałem zhejtowany. Wcześniej to słowo było mi obce.

Przykre to i tyle. "Moi" podopieczni nie piją, nie kradną, żyjąc w namiotach nad Wisłą, a mieszkają tam od ponad 4 lat, starają się mieć namiastkę domu. Namiot - kuchnia, namiot - pokój, to ich improwizacja i usilna próba zmierzenia się z niebywale trudną, niekiedy i mroźną rzeczywistością.
Rzeczywistością, obok której każdy przechodzi obojętnie, a i niekiedy jedzie rowerem. Dzięki ludziom dobrej woli mają agregat prądotwórczy,
który kupił mój kolega, człowiek, który ma serce i to serce okazał. Ktoś inny kupił im kuchenkę i dwie butle z gazem. 

Mam wielką frajdę dla nich gotować, a że sprawia mi to wiele przyjemności, tym i większa moja radość. Nie gotuję dla nich "Po taniości", jak uważają
co niektórzy, a gotuję najlepiej jak potrafię, jak umiem, zawsze sobie zostawiając jedną porcję, a niekiedy i częstując tym swoich pracowników.

Moje odwiedziny wraz z moją kuchnią, 3 x w tygodniu, to coś czego nie da się przeliczyć na nic. Mamy Fundację, która zamierza nas wesprzeć, i to jest piękne. Moje postanowienie, to odmienić ich los, jestem pewien, że to się uda. A, że jestem nakierowany na sukces, jestem tego sukcesu pewien.

Nie pozwolę, by Ci ludzie spędzili piątą zimę na mrozie. Tak, by po czterech latach tułaczki, piątą zimę spędzili jak ludzie... ludzie godni normalnych warunków.

Mam zapytania, czemu nie skorzystają z noclegowni ? Odpowiedź jest prosta. mają trzy psy i trzy koty, nikt ich nie przyjmie ze zwierzętami.

Ponadto dowiedziałem się od nich, że w noclegowni należy oddać znaczną część renty czy emerytury, bądź zasiłku. 

A czeka tam na nich jeden posiłek dziennie, tj. gorąca zupa, której ponoć nawet psy nie chciałyby tknąć. Kiedy moją kaszę w sosie, jedzą łapczywie.
Ale to kasza z sercem i od serca robiona.  Jeżeli ktoś nie płaci, to musi opuścić obiekt przed godz. 7.00 rano i ma prawo powrócić po 20.00.

Tak więc, pozostaje tułaczka, po ulicach, po dworcach, nie komentuję, bo i trudno mi coś tu napisać.

Każdy z nas ma pokłady dobra. Jedni wspierają ratowanie głuszca 1 % podatków, inni kogo innego, ja wybrałem taką właśnie formę pomocy, i to w moim odczuciu jest tak celowe, jak i też namacalne. Bo i człowiek jest tyle wart, ile jest w stanie oddać się drugiemu człowiekowi. I nie ja to wymyśliłem.

Usłyszałem to od żony Tony Halika, Elżbiety Dzikowskiej. I za te słowa Pani Elżbiecie jestem wdzięczny. Tak też staram się postępować,
a jej słowa wciąż słyszę w uszach.

jbm

gallery/jarek
gallery/jarek 2
gallery/ani myśli zejść...

Ani myśli zejść...

gallery/chciała jechać z nami

Chciała jechać z nami, kiedy opowiedziałem jej o dobrej zmianie.
Aż, wierzyć nie chciała...

gallery/małpie zaloty

Małpie zaloty...

gallery/odwijanie miętusa

Odwijanie miętusa 

gallery/jasknia św. michała skała gibraltarska

Jaskinia Św. Michała 
Skała Gibraltarska